ustaw jako startowÄ… dodaj do ulubionych kontakt

Erotyczne opowiadania , opowiadania erotyczne

Co to jest?
» osób online: 5
» opowiadań: 225
Witamy na eropamietnik.pl Znajdziesz u nas opowiadania erotyczne. Największa baza oferująca erotyczne opowiadania w sieci! Miłego surfowania!
Erotyczne przeżycia

Nieznajoma

  [ Opowiadania ]
autor: Pusjel // dodano: 15.04.2008   23:30

sorry za tytuł, ale nie chciało mi się wymyślać nic bardzo finezyjnego



. Wybaczcie mi proszę ten jakże monotonny wstęp.

. Do dziś ten wieczór i tą noc pamiętam z każdym najdrobniejszym szczegółem, chociaż zaczynam się powoli zastanawiać czy nie jest to porostu śmiały figiel mojego zmęczonego górską wędrówką umysłu. To wszystko zdaje się jedynie nie blednącym w odmętach rzeczywistości snem. Ale czy sen mógłby się tak trwale odcisnąć w mojej pamięci i psychice, będąc takim realnym i dokładnym pod każdym względem? Do dziś pamiętam zapach trawy, pokrytej lśniącą w świetle zachodzącego słońca rosą. Pamiętam miękkość zielonego mchu, na którym usiadłem by odpocząć... A przede wszystkim pamiętam smak Jej zmysłowych ust... Tak słodki i anielski... Dotyk Jej rąk, drapiących zmysłowo moje plecy oraz wszystkie inne pieszczoty i przyjemności... Pamiętam też zapach Jej perfum... tak delikatny i subtelny...
. Ale do rzeczy. Nazywam się Michał i jestem prawie zwyczajnym dziewiętnastolatkiem, który ponad szary tłum wybija się jedynie dzięki niewielkiemu talentowi literackiemu oraz niebanalną wyobraźnią oraz, co dodaje z niewielkim rozbawieniem, zamiłowaniem do rzeczy tajemniczych, niezwykłych i fantazjowania. Niewykluczone że to właśnie zbiór tych cech wpłynął na to co pamiętam z tamtego wieczoru. Cofnę się jednak myślą do tamtych czasów, abyście Wy mogli to ocenić czy to wszystko nie jest jedynie wytworem mojego skrzywionego umysłu.
. Wszystko stało się w ubiegłoroczne wakacje, kiedy to postanowiłem odbyć samotną podróż w moje rodzinne strony, do ziemi na której się urodziłem. Mam tu na myśli Bieszczady. Chciałem się w samotności napawać splendorem tego ostatniego bastionu spokoju i ciszy oraz nienaruszonej natury, do której nie ukrywam, odczuwam dziwną słabość. Z tym miejscem wiążą mnie silne więzi, może nawet najsilniejsze niż z jakimkolwiek innym obszarem ziemi.
. Zatrzymałem się w małym obskurnym ośrodku u samego podnóża gór wysokich. Jako że było dobrze po południu, postanowiłem wejść na pierwszy na szlaku szczyt, żeby obserwować koniec codziennej wędrówki Heliosa po nieboskłonie. Jako że od samego rana byłem na nogach, dwugodzinna wspinaczka pod strome zbocze w tak duszny wieczór, nawet bez bagażu, była nadzwyczaj męcząca. Tak więc gdy dotarłem na pierwszy szczyt, wybijający się ponad leśną gęstwinę, postanowiłem oglądać ten unikatowy spektakl siedząc na omszałym kawałku ziemi, oparty o masywny głaz.
. Wszystkie ścieżki biegnące po łańcuchu szczytów i przez niewielkie leśne zagajniki były wyludnione, czemu raczej trudno się dziwić, gdyż po zmroku spacer szczytem lub, co gorsza, lasem, mogę porównać jedynie do pełnej finezji i głupoty próby samobójczej. Dzikie zwierzęta, urwiska czy kiepska widoczność i ryzyko zgubienia szlaku nie mogły mnie jednak odwieść od obejrzenia tego codziennego, acz przesiąkniętego pięknem i wyjątkową aurą finału. I nie żałuje. Widok który uraczył moje oczy mógł by bez problemu poruszyć nawet najbardziej skamieniałe serce, najbardziej oschłego i zimnego drania mieszkającego na tej planecie.
. Siedziałem wygodnie, oparty o owy olbrzymi głaz. Do samego zachodu pozostało jeszcze dobre kilkanaście minut, więc miałem czas żeby wsłuchać się w serenady nocnych ptaków, przy akompaniamencie świerszczowych skrzypiec i chorału wiatru, grającego na koronach drzew. Siedziałem wdychając słodką woń lasu, niesioną przez górski wiatr, tak teraz łagodny w swojej nieokiełznanej dzikości.
. Obserwowałem jak mlecznobiała mgła, tak pełna tajemnic, wygryza zieleń z dolin rozciągających się pomiędzy szczytami. Podziwiałem jak wypływa spomiędzy drzew, napadając na chlupoczące radośnie potoki, pełne krystalicznie czystej wody, by zagnieździć się w ich korytach, przynajmniej na chwilę, nim zniknie.
. W końcu słońce skryło się za nagim szczytem, zdobiąc go złocistym halo, jak zachodzące na pustyni egipskie słońce zdobi piramidy boskim blaskiem. Sprawiło to iż góra ta stała się jeszcze potężniejsza, jakby natchnięta mocą dawno zapomnianych bóstw. Niebo przybrało barwę różu, a chmury stały się kłębami żywego ognia, płonącego dziko nad widnokręgiem.
. Widziałem drzewa, pochłonięte do niepamięci swym szaleńczym tango w partnerstwie coraz dzikszego wiatru. Widziałem hipnotycznie falujące trawy, które jak morze, mogły pochłonąć zagubionego wędrowca stawiającego jeden nieuważny krok.
. Siedziałem zafascynowany imponującym i pełnym erotyzmu walcem cieni, coraz dłuższych i potężnych.
. Robiło się coraz ciemniej, księżyc już górował na niebie. Przymknąłem oczy, czułem jak delikatny wiaterek głaszcze mi twarz, wlatuje pod koszule delikatnie pieszcząc moją skórę, jak jego chłodne palce buszują w mych włosach.
. Nagle wszystko ustało. Wiatr zdawał się teraz tańczyć w koło mnie, jakby zachęcony niewidzialną ręką. I wtedy poczułem ten zapach. Delikatny i wyrazisty. Pachnący niczym najpiękniejsze i najbardziej egzotyczne wonne kwiaty. Jak gdyby najznamienitsi orientalni mistrzowie zbierali rosę z płatków tych rosnących w boskim ogrodzie kwiatów, zawierającą cudowny nektar, wieczną ambrozję i zlali ją do kryształowego flakonika, zawierającego najpiękniejszy zapach świata.
. - PiÄ™knie tu, prawda?? – OdezwaÅ‚ siÄ™ cichy, spokojny i najpiÄ™kniejszy kobiecy gÅ‚os jaki w życiu sÅ‚yszaÅ‚em.
. - Kim jesteÅ›?? – zapytaÅ‚em zdziwiony, nie otwierajÄ…c oczu...
. - A czy to ważne? – odpowiedziaÅ‚ ten sam cudowny gÅ‚os – robi siÄ™ zimno, mogÄ™ usiąść obok ciebie?? – zapytaÅ‚a ponownie nieznajoma przybyszka bez oczekiwania na odpowiedź siadajÄ…c obok mnie. Ja wciąż nie otwieraÅ‚em oczu, odurzony owym tajemniczym perfumem.
. -A... A nie boisz siÄ™ chodzić samotnie po nocy?? – zapytaÅ‚em nieÅ›miaÅ‚o, jednaj z niekrytÄ… nutÄ… ciekawoÅ›ci.
. - Przecież nie jestem sama, jestem z tobÄ… – dopowiedziaÅ‚a ciepÅ‚o i delikatnie, kÅ‚adÄ…c swojÄ… gÅ‚owÄ™ na moim ramieniu.
. - Ale wczeÅ›niej nie byÅ‚aÅ›... Nie baÅ‚aÅ› siÄ™ chodzić samotnie po lesie?? – zapytaÅ‚em.
. - PrzyszÅ‚am tu specjalnie dla ciebie... – powiedziaÅ‚a nieÅ›miaÅ‚o, jakby walczÄ…c sama z sobÄ…, czy powiedzieć mi to, co leżaÅ‚o jej na sercu. – ObserwowaÅ‚am ciÄ™ z ukrycia już od dawna... jednak nigdy nie odważyÅ‚am siÄ™ podejść... – urwaÅ‚a, jakby zdziwiona swojÄ… odwagÄ….
. - A... ale... dlaczego?? – zapytaÅ‚em, dość mocno zmieszany...
. - A czy to ważne? Cieszmy siÄ™ tym co jest tu i teraz... Magia chwili jest ulotna... Jak ta mgÅ‚a, która znika wraz z pierwszymi promieniami sÅ‚oÅ„ca... trzeba siÄ™ niÄ… napawać póki trwa. – powiedziaÅ‚a swym cudownym, delikatnym kobiecym gÅ‚osem, kÅ‚adÄ…c mi swojÄ… dÅ‚oÅ„ na policzku, i delikatnie, lecz stanowczo przesuwajÄ…c mojÄ… twarz w swojÄ… stronÄ™. OtworzyÅ‚em oczy.
. Dopiero teraz zobaczyłem jej twarz. Najpiękniejsze kobiece oblicze jakie kiedykolwiek dane mi było ujrzeć.
. Lekko zaokrąglona twarz, gładka, delikatna, lekko opalona skóra. Lekko zadarty, mały nosek, skromne, acz zmysłowe, świecące w księżycowej poświecie usta, które w uśmiechu tworzyły przy kącikach niewielkie dołki... Usta które aż prosiły się by je całować i pieścić... Te gęste, opadające z nonszalancką finezją na jej smukłe ramiona kasztanowe włosy... I te oczy... Tak... Oczu nigdy nie zapomnę... Były niebieskie, jakby stworzone z najszlachetniejszego szafiru, jednak przy świetle księżyca zdawały się płonąć żywym srebrem. I to ogniste spojrzenie, jak gdyby spoglądała z dzikim pożądaniem na to, o czym od zawsze marzyła. Siedzieliśmy długo, spoglądając sobie w oczy, jakby spodziewając się ze one powiedzą wszystko w momencie w którym słowa będą niepotrzebne. Objęła mnie. Czułem wyraźnie gorąco promieniujące od jej ciała.
. Moje ręce nie pozostały bierne. Podniosłem ją, i posadziłem okrakiem na swoich nogach, by z tej pozycji podziwiać jej piękne ciało. Miała na sobie obcisłą, wydekoltowaną czarną bluzeczkę na ramiączkach, która idealnie oddawała kształt jej niewielkich, acz jędrnych piersi i odkrywała fragment idealnie uformowanego brzucha. Jej pierś pulsowała rytmicznym, głębokim oddechem, unosząc się i opadając. Idealnie dopasowane spodnie opinały jej jędrne pośladki, ani nie za chude, ani nie za duże, które w tej pozycji wydawały się jeszcze piękniejsze, aż proszące się żeby je pieścić i ściskać. Były po prostu idealne. Sprawiała wrażenie jakby nie pochodziła z tego świata. Jakby najwięksi anielscy i archanielscy mistrzowie, za pomocą swych złotych dłut wykuli ją i przyozdobili z najszlachetniejszych kamieni.
. Objęła mnie mocniej, przyciskając swoje czoło do mojego. Poczułem jak obejmują mnie również jej nogi. Zetknęliśmy się nosami. Jedną ręką zacząłem gładzić jej piękne udo, uśmiechała się nieśmiało. Czułem na ustach jej podenerwowany, gorący oddech, jak gdyby zdradzający jej strach i niepewność. Jej oczy płonęły, spoglądając w głąb moich, jakby chciała przejrzeć mnie na wylot. Poczułem przechodzącą przez moje ciało falę gorąca.
. Objąłem ją mocniej, przyciskając jej rozgrzane ciało do mojego. Słyszałem i czułem na mojej piersi bicie jej serca, uderzającego coraz szybciej i coraz mocniej... Oddech przyśpieszył.
. Przechyliłem głowę i z lekko otwartymi ustami zatrzymałem ją o centymetr od jej ust, w nieśmiałym oczekiwaniu na pocałunek. Siedzieliśmy tak, pogrążeni w dziwnej statycznej pozie, a nasze usta, jak w powolnym tańcu uczyły się kroków, a kiedy znalazły już odpowiedni rytm, nie mogły się od siebie oderwać... Do tańca dołączyły języki, wijąc się i pieszcząc, jakby znały się od zawsze.
. Ręce poszły w ruch, delikatnie omiatając jej plecy by potem zataczać koła po brzuchu, a stamtąd zawracając coraz niżej by na nowo sięgnąć ud i pośladków.
. Jej ręce, podobnie jak moje, pogrążone w hipnotycznych gestach, krążyły po całym ciele, rozpinając nieśmiało guziki mojej koszuli, pieszcząc moje plecy i znowu wywołując kilka fal gorących dreszczy.
. Nasze usta rozłączyły się, pozwalając na jeszcze jedno głębokie spojrzenie w oczy. Nagle cały ruch ustał. Jakby zatrzymał się świat. Jakbyśmy byli tylko my, siedzący na szczycie wszystkiego, jakby nie istniał czas, wszechświat i wszystkie inne, teraz dla nas przyziemne sprawy... byliśmy tylko my... my i nasze oczy... Jej, jak dwa jeziora, tak głębokie ze zatonął i odbijał się w nich cały wszechświat, moje, jak oczy człowieka który otrzymał to o czym zawsze marzył. Oddechy i słowa skrzepły w płucach. Ptaki i wiatr umilkły, jakby w oczekiwaniu na nowy początek. Jakby zamknięte napięcie, czekające na swoją chwile żeby wyjść na wolność i porwać wszystko w swoim zasięgu.
. Nagle wszystko wróciło... zaczęło się na nowo... Zacząłem całować jej szyje, powoli schodząc coraz niżej, do ramion. Ręce wznowiły swój dziki taniec, używając ciał jak parkietu.
. Prawą ręką odgiąłem jedno ramiączko, podziwiając jej idealnie gładką skórę, potem drugie, wciąż pieszcząc ustami jej szyje i ramiona, drugą ręką jednocześnie pieszcząc pośladki. Czułem jak odgina swoją głowę i porusza nią w taki sposób, aby moje usta mogły dotrzeć tam gdzie by tylko zechciały. Mruczała zachęcająco. Ręce zeszły niżej, podginając powoli jej koszulkę, gładząc delikatnie skórę jej brzuszka i wywołując cichy pomruk przyjemności. Podwijałem wyżej i wyżej, nie śpiesząc się jednak, aby dać jej jak najwięcej satysfakcji. Odsłoniłem delikatnie jej piękne piersi, wciąż skryte za zasłoną stworzoną ze skąpego stanika.
. Uniosłem ją raz jeszcze, tym razem układając ją wygodnie na plecach, na miękkiej zieleni mchu, wciąż nie przestając całować. Zacząłem schodzić niżej, coraz niżej. Sprawnie ominąłem biust i stanik, całując i pieszcząc ręce, by potem zająć się brzuszkiem, gładzonym wcześniej przez ręce. Zatrzymałem się na chwile, odurzony i zafascynowany jej oddechem, teraz tak spokojnym i rytmicznym... Przyśpieszającym z wolna, wraz z wzrastającym ciśnieniem krwi. Położyłem twarz na jej brzuchu, czując jak się unosi i opada... Jej ręce błądziły w moich włosach, po raz koleiny wywołując napad gorących dreszczy.
. Pieściłem ustami i językiem jej brzuszek, coraz bardziej zbliżając się do spodni, Moja ręka, teraz błądząca przy udach, posunęła się wyżej, rozpinając powoli każdy guzik jej dżinsów. Jeden za drugim, odkrywając lekko prześwitujące mlecznobiałe stringi, skrywające najznamienitszy skarb świata. Szybkim ruchem ściągnąłem jej spodnie, by zająć się udami... usta nadal zajmowały się brzuszkiem, gdy ręce delikatnie drażniły się z jej aksamitnymi nogami, raz za razem poruszanymi delikatnym skurczem mięśni... Zaczynałem wracać do góry, dokładnie tą samą drogą jaką dotarłem na dół...
. Powolnym ruchem sięgnąłem do pleców i rozpiąłem stanik, powolnie zdejmując go, patrzyłem na moją kochankę niczym dziecko, rozpakowujące pierwszy w swym życiu tak piękny i cenny prezent, napawając się widokiem dwóch pięknych piersi. Pocałowałem ja w usta, pozwalając ręką swobodnie je pieścić. Gładziłem je dłońmi, ściskałem i kręciłem kciukami młynki wokół jej sutków. Oddech mojej nieznajomej kochanki przyśpieszył. Niekiedy z jej ust dobywały się ciche pomruki i jęki rozkoszy, gdy do rąk dołączył język i usta, całujące jej już naprężone do granic możliwości sutki.
. Nie poprzestałem na całowaniu i dopieszczaniu piersi. Posuwałem się coraz niżej. Zatrzymałem się dopiero całując od wewnętrznej strony jej gładkie uda, zbliżając się powoli do majteczek. Zacząłem je powoli ściągać, czekając na sprzeciw, którego jednaj nie było. Pieszczotliwie podgryzając jej pokryte gęsią skórką uda zbliżałem się coraz bardziej do samego centrum wszystkiego.
. Była już wilgotna, gdy zacząłem całować i pieścić językiem jej łechtaczkę, powoli, potem coraz szybciej, niekiedy ssąc ją delikatnie, wciąż nie przestając masować jej językiem. Dopiero teraz z jej gardła wydobyły się prawdziwe, głośne jęki rozkoszy. Wierciła się, ruszała, widziałem jak napina swoje mięśnie, jak się wiję porywana czarami rozkoszy. Do zabawy wkroczył palec, wchodząc powoli do wnętrza mojej nieznajomej kochanki. Powoli opornie, jednak po paru delikatnych ruchach, postanowiła mnie wpuścić do środka.
. Kolejny jęk rozkoszy przeszył otaczające nas powietrze. Najpierw powoli, jednym palcem, poruszałem w przód i w tył, wiłem się w środku jak wąż, kręciłem młynki, drażniłem się, jednocześnie smagając językiem łechtaczkę. Do pierwszego palca dołączył drugi. robiłem to coraz szybciej, zwalniając czasami, by dać mojej partnerce chwile oddechu i nie zakończyć tego zbyt szybko. Coraz głośniejsze jęki przerywały senną cisze górskiego szczytu. Jej ciało wypięło się w łuk i najgłośniejszy krzyk ze wszystkich rozdarł cisze nocy. Widziałem jak napinają się jej wszystkie mięśnie. Jak wierci się w spazmie rozkoszy. Krzyk trwał, zamieniając się z czasem w rozkoszny jęk, następnie przemieniając się w mruczenie i zmęczony oddech.
. Leżała oddychając szybko, zmęczona, lecz uśmiechnięta. Dam jej chwile odpocząć - pomyślałem, całując ją czule w usta. Objęła mnie, i zaczęła rozbierać. Najpierw zdjęła już rozpiętą koszule. Na jej twarzy malował się uśmiech satysfakcji. Jej ręce wędrowały po mojej włochatej klacie i brzuchu, powoli docierając do spodni. Nie przestawaliśmy się całować. Tak namiętnie, że najwięksi kochankowie historii mogli by nam tego pozazdrościć. Moje ręce ponownie zajęły się jej biustem, sprawiając ze jej sutki ponownie nabrzmiały i stwardniały. Szybko rozpięła i zdjęła moje spodnie, dobierając się do bokserek.
. Moja nieznana ukochana znowu zaczęła pojękiwać, gdy moje ręce zjechały niżej, by sięgnąć pomiędzy uda. Szybko pozbyłem się bielizny.
. Położyłem się na niej, nie przestając całować. Zacząłem wchodzić w jej rozpalone ciało, czując niewielki opór, udało się go przełamać po paru sekundach. Najpierw powoli, płytkie pchnięcia wywoływały kolejne podniecające jęki, coraz głębiej, kręciłem koła biodrami, wwiercając się coraz głębiej, czując jak ręce mojej partnerki zaciskają się coraz większą siłą na mojej szyi. Delikatnie muskała zębami moje uszy, nie przestając stękać.
. Byliśmy jednym, jakby nasze dusze, w ogniu naszych ciał i wiatrach pożądania połączyły się w jeden idealny twór, jakby niewidzialna ręka Boga stworzyła nas dla siebie, by w tym zakazanym nam akcie połączyć to, co zostało eony temu rozdzielone. Czułem to co czuje ona, a ona czuła to co czułem ja. Jakbyśmy czytali sobie w myślach. Czas na nowo stanął, odurzeni sobą tonęliśmy w sobie nieskończoną ilość razy, wsłuchani w swoje krzyki przenosiliśmy się do innych światów, pełnych piękna i bogactwa, odwiedzając niezmierzone otchłanie rozkoszy i niezliczonych orgazmów.
. Nie powiem ile dokładnie to trwało. Zdawało się to wiecznością, wiecznością pełną rozkoszy i krzyku. Gdy skończyliśmy, leżeliśmy długo spoglądając sobie w oczy, czując jak zaczyna pokrywać nas chłód mgły. Pocałowałem ją ostatni raz. Zasnęliśmy zaplątani w naszych ramionach.
. Obudziły mnie promienie słońca i poranne crescendo ptaków. Byłem sam, nagi otulony pierzyną z chłodnej mgły. Moje ubrania, w nocy porozrzucane, teraz leżały ułożone na kamieniu. Piękna nieznajoma odeszła, pozostawiając mnie samego z wiatrem i zapachem jej perfum... Z głową pełną myśli... A jednak bez uczucia przytłaczającej pustki, jakby ktoś zalepił dziurę, która była we mnie od dawna.
. Czy to wszystko wydarzyło się naprawdę? Nie wiem... A może ona wciąż mnie obserwuje ukryta w tłumie ludzi, bojąc się podejść, może chowa się w cieniu drzew, nieświadoma że ja wciąż jej szukam... może...


czytano: 5704 razy // ocena: 6
Dotychczasowe komentarze
1 autor: jabcok //wystawiona ocena: # // dodano:26.11. 2009   08:09
opowiadanie naprawde boskie, bardzo interesujace i przedewszystkim bardzo dobrze napisane ;) gratuluje tak wspanialego opowiadania
2 autor: Zauroczona //wystawiona ocena: # // dodano:24.09. 2008   16:42
Cudowne opowiadanie. !

Czytalam je z ogromnym zaciekawieniem..

Brak mi slow zeby opisac to wszystko ale to bylo swietne.. !!!

pozdrawiam. !
Dodaj komentarz do

Nieznajoma

Nick:*
E-mail:
Ocena:*
(kliknij w gwiazdkę, aby ocenić)
Twoja ocena:
Treść
Kod do wpisania*#
Wpisz kod
 
Inne

opowiadania erotyczne

cipki
cipki